Lifestyle Ludzie

Proces badawczy

21 maja 2020

– Widziałeś kiedyś coś podobnego? Doktor Rączka potrząsnął głową. – Panienka chyba sobie żartuje. – Powiedział, przyglądając się poplamionej kartce papieru.


– Pracowałam nad tym kilkanaście tygodni, przeczytałam trzy regały książek, przeprowadziłam wywiady, przejechałam się wagonem papierosów… – To ma być badanie? – mruknął pod nosem profesor Brodaty.

Spuściłam wzrok. – Życie jest takie powieściowe, pisał tak jeden poeta… jak mu tam było, Profesorze Brodaty? – Jak mniemam Podsiadło się nazywał, ale tutaj poważnie podchodzimy do spraw błahych i wyższej wagi – tutaj Mickiewiczem się zajmujemy. Doktor Rączka pokiwał głową z uznaniem.


fot. Sharon McCutcheon

Zamilkłam. Szeptali coś o obiektywnej prawdzie, wymieniając się kapeluszami i przepisami na naukowe potrawy. – Panienka podejdzie do zielonej tablicy. Długa broda sięgała mu aż do ziemi, na pewno nie zapuszczał jej bez ważnego powodu, należał do ludzi, którzy wszystko robią po coś, w gęstwinie chował fakty naukowe na czarną godzinę. Działał z zaskoczenia. Faktami rzucał prosto w sedno, tym razem trafił w moje zmęczone oczy. Powieki otrzepały się z łez. Przyglądałam się im w milczeniu.


Stałam twarzą do tablicy, zgłębiając tajemnice zielonej powierzchni, odłamków kredy. – Proszę się obrócić, teraz nastąpi mierzenie. Z doktorem Rączką podeszli do mnie bliżej, czułam na karku powiew świeżości. Ręce zmierzyli linijką, kątomierzem sprawdzili, czy chodzę prosto, cyrkiel przez przypadek wbili mi w stopę. Zawyłam przenikliwie. Doktor Rączka natychmiast pospieszył z wyjaśnieniem:


fot. Dan Dimmock

– Dla pewności rzecz jasna działamy, żeby utwierdzić się, że Panienka prawidłowo reaguje na bodźce. – Sprawna! – krzyknął profesor Brodaty, głaszcząc się po brodzie. – Sprawna w rzeczy samej! – W istocie. – pewnym siebie tonem odparł doktor Rączka. Profesor Brodaty w przypływie nadchodzącego olśnienia zapisał na tablicy enigmatyczny wzór. – W pełni sprawna pod kątem prostym.


Próbowałam uciec, ale drzwi zastawili kosiarką. Wzbudzała we mnie niepokój, ale postanowiłam siedzieć cicho i pozwolić na narodziny geniuszu. Czułam, że jestem świadkiem narodzin czegoś niezwykłego i jeśli mogę w jakikolwiek sposób przyczynić się dla dobra nauki, to zrobię to, choćby stojąc przy tablicy i licząc owce. Nim zdążyłam policzyć do trzech, profesor Brodaty rzekł patetycznym tonem: – Trawę kosić umie? Pokornie pokiwałam głową.

– Proszę skosić dywan.

– Słucham?

– Dywan Panienka skosi. Nie widzi, jak w klasie zarosło?

Odmówiłam i zamknęłam oczy. – Zamykanie oczu nic nie pomoże, od prawdy nie ma ucieczki.


fot. valentino Mazzariello

Doktor Rączka wybuchnął rubasznym śmiechem. – Profesorze Brodaty, bardzo imponują mi Pańskie słowa, wszystko notuję w swojej głowie i chowam do szuflady z mądrymi sentencjami.

– Chylę czoła. – profesor Brodaty i pochylił się nisko.


Ciało przeszywał dreszcz niepokoju i ekscytacji. Z nadmiaru emocji zaczęłam obgryzać paznokcie. – Profesorze, czy ty widzisz to, co ja? – doktor Rączka rozdziawił usta, trzymając się pod chude boki. – Nerwica natręctw. – zawyrokował profesor Brodaty.


Klasnęli w dłonie, tańczyli – i co trzeba przyznać – poruszali się naprawdę imponująco. Profesor Brodaty kręcił biodrami w rytmie nadchodzącej sławy. Wyobrażał sobie piaszczyste plaże, wiedzę przysypującą się przez palce, palemki (palma odbija przecież, gdy człowiek długo siedzi w pracowni), drinki wyleje za kołnierz, prawda z artykułu zaleje gazety powodzią zdań, dziennikarzom prawda stanie w gardle, a inni naukowcy z zazdrości dostaną zgagi.


Pomyślałam, że skoro są tacy szczęśliwi, to jest to dobry moment, żeby zagaić nieśmiało o moje badanie, w końcu poświęciłam na nie tyle godzin, może zmienią zdanie. Podeszłam do tańczących badaczy i pomachałam im przed nosem moimi notatkami.

fot. Green Chameleon

Doktor Rączka wyrwał się z tanecznego wiru i spojrzał na mnie pobłażliwie. – Proszę spróbować zadzwonić na pogotowie, tam się Panią zajmą. – Pogotowie? – nie wierzyłam własnym uszom, czułam przecież, że serce mam jak dzwon niepodległości. – Pogada Pani z lekarzem, specjalistą, poleci pani tabletki, to odechce się Pani badań w duchu badawczej zniewagi. – Powinnam już pójść. – odparłam zrezygnowana.


Nie zwrócili na mnie najmniejszej uwagi. Nadal tańczyli. Profesor podczas pobytu na Jamajce nauczył się podstawowych kroków w tańcu zwanym „Tango chocholi”. Przerywanie beztroskich swawoli może zostać surowo ukarane, dlatego rzuciłam w nich kawałkiem kredy. Po wyjściu z gabinetu wypuściłam powietrze i uspokoiłam zinternalizowany konstrukt zwany sumieniem.



Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie DSC_0195_0004_Warstwa-9_Easy-Resize.com_-1024x678-150x150.jpg

Alicja Regiewicz –  absolwentka Dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu. Studiuje Kulturoznawstwo na Uniwersytecie Wrocławskim. Współpracuje z agencją Frame Media. Wolontariuszka we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. Publikowana w magazynie „Fabularie” i na portalu literackim Wydawnictwo J.

You Might Also Like...

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Jesteśmy ciekawi, co Ty uważasz – zostaw komentarz :)x
()
x