Aktualności Główna Lifestyle Ludzie

Zło – czyli to, co nas pociąga

7 maja 2020

Czy kiedykolwiek mieliście ochotę kogoś zabić? Podejrzewam, że mogło się Wam to zdarzyć, ale raczej nie braliście tej możliwości na serio pod uwagę. Są jednak tacy, którzy to zrobili. Może nawet sprawiło im to przyjemność.




Część z nich miała IQ na poziomie znacznie powyżej normy. Byli też tacy, którzy nie potrafili pisać ani czytać. Niektórzy znali odpowiedź na pytanie, dlaczego zabili, inni nie. Zabójcy, seryjni mordercy, jednostki na marginesie społecznym, a już na pewno tym moralnym. Zazwyczaj wzbudzają nasze obrzydzenie – znam osoby, które nie potrafią nawet słuchać ich okrutnych historii bez uczucia mdłości. Zabijanie jest złe – pod tym wszyscy możemy zgodnie się podpisać – więc co nas tak w tym pociąga?



fot. Ian Espinosa

Nieszkodliwe hobby?



Słuchanie o zbrodniach przywołuje w nas pierwotne lęki, momentalnie wyostrza zmysły, zmusza do przełożenia tych historii na nas samych. Bo jak byśmy się zachowali, gdyby taksówkarz okazał się porywaczem, albo gdyby nasz wieloletni partner nagle postanowił przenieść zabawy BDSM na zupełnie nowy level? Takie, a nawet i gorsze sytuacje się zdarzają i niestety dla panikarzy, nic nie wskazuje na to, żeby miało się to prędko zmienić.

Samo myślenie o tym wywołuje wyrzut adrenaliny. Która uzależnia. Może to właśnie ten hormon jest odpowiedzialny za to, że chcemy słuchać o szczegółach zabójstwa, a może nawet obejrzeć zdjęcia z miejsca zbrodni. I wszystko to pomimo gęsiej skórki i zmarszczonej skóry na nosie. Jednak pochłanianie życiorysów morderców w domowym zaciszu pod ciepłym kocykiem to jedno; niektórzy chcą dosłownie dotknąć tych miejsc.



fot. Ye-Jinghan


Za rękę z mordercą



Jeżeli historia Kuby Rozpruwacza czy Teda Bundy’ego przyprawiła Was o słodki niedosyt wiedzy, możecie spróbować dowiedzieć się JESZCZE więcej. Powstaje coraz więcej ofert wycieczek śladami znanych zabójców. Możecie zobaczyć mieszkanie mordercy, dotknąć miejsc, gdzie najczęściej znajdował swoje ofiary. Oczywiście planować to trzeba z dużym wyprzedzeniem, bo chętnych nie brakuje. Trochę niepokojące jest to, że często takie wycieczki rezerwowane są przez uczestniczki wieczorów panieńskich. W Stanach Zjednoczonych popularna jest wycieczka śladami młodego i przystojnego blondyna, Jeffreya.



22 lipca 1991 roku w Milwaukee aresztowany został 31-letni mężczyzna, Jeffrey Dahmer, kanibal i nekrofil. Zabił oraz zgwałcił łącznie 17 mężczyzn, w tym chłopców. Ten potwór posuwał się do wyszukanych metod zabijania, dwa razy próbował nawet stworzyć bezmyślnego niewolnika, który zostałby z nim na zawsze. Po trafieniu do więzienia przeżył jeszcze 3 lata, a zmarł po ataku ze strony współwięźniów. Bez wątpienia był to socjopata o spaczonym poczuciu moralności, ale był też zadziwiająco przystojny i charyzmatyczny.

Był również gejem. O dziwo nie przeszkadza to setkom młodych kobiet, które co roku uczestniczą w wycieczkach szlakami Jeffreya. Największym zainteresowaniem cieszy się pub, w którym Dahmer wyszukiwał i uwodził swoje przyszłe ofiary. Kobiety najczęściej są zauroczone mordercą, doszukują się powodów, które skłoniły go do zabijania. Twierdzą też, że chciałyby mieć możliwość pomocy Dahmerowi. Można się domyślać, że skończyłyby jako jego ofiary, niestety sam Dahmer najpewniej nie byłby zainteresowany posiłkiem w postaci niewiasty.




fot. Andy Li


Fascynujące są też przypadki par morderców. Ian Brady i Myra Hindley znani jako Mordercy z Wrzosowisk dokonywali zbrodni w latach 60. w Wielkiej Brytanii. Ian od dziecka wykazywał mordercze fascynacje, był też bardzo dominujący względem rówieśników i potrafił namówić inne dzieciaki do prawdziwych okropieństw.

Kiedy Ian poznał Myrę, ta od początku darzyła go niemal obsesyjną miłością. Zimny Ian po miesiącach zalotów ze strony dziewczyny w końcu zwrócił na nią uwagę. Myra od początku trwania związku czuła, że musi sobie zapracować na jego uwagę, a to czego Ian chciał, to mordować. Myra, by mieć przy sobie ukochanego, została jego partnerką w zabijaniu i gwałtach. W końcu stała się takim samym potworem, jakim był Ian.



Pamiętacie może sprawę Mariusza Trynkiewicza? Podejrzewam, że nawet jeżeli nie pamiętacie dokładnie kim był, to skojarzenia z nazwiskiem nie są zbyt przyjazne. Trynkiewicz, polski kilkukrotny morderca chłopców, został zwolniony z więzienia w 2015 roku, po czym trafił do ośrodka dla osób stwarzających zagrożenie.

Chwilę przed przeniesieniem Mariusz dostał list od Anny. Ta napisała do niego, bo jej koleżanka socjolog, która miała okazję go badać, wypowiadała się na jego temat w samych superlatywach, mówiąc o jego charyzmie, spojrzeniu, delikatności. Anna, matka nastoletniej córki, niewiele starszej od ofiar Trynkiewicza, niedługo potem wyszła za niego za mąż. Można dojść do wniosku, że jest coś w nas, kobietach, co pozwala zrozumieć nawet najbardziej pogubione jednostki. I często wierzymy, że nasza miłość je zmieni.



fot. Alexandre Debieve

Ja Ci pomogę



Naukowy termin tej przypadłości to hybristofilia, czyli zaburzenie preferencji seksualnych polegające na tym, że dotknięte nim osoby (przeważnie są to kobiety), czują wielki pociąg do morderców i innych zbrodniarzy. Często widzą w nich zbłąkane owieczki, nierzadko też usprawiedliwiają czyny, których dokonali. Ted Bundy w więzieniu zdążył założyć rodzinę – dokładnie, spłodził tam córkę! A przynajmniej tak się powszednie uważa, chociaż więźniom cel śmierci nie przysługują wizyty intymne.



Jak widać osoby z hybristofilią mają nieodpartą chęć zbliżenia się do swoich wybranków. Ale zanim zwymyślamy je od naiwnych czy po prostu głupich, przypomnijmy sobie cechy morderców, dzięki którym są tak magnetyczni dla swoich ofiar. Większość z nich to przecież socjopaci. Nie czują wyrzutów sumienia, nie są zdolni do empatii. Za to są świetni w manipulacji. Wiedzą, jak wyjść na wrażliwych, charyzmatycznych, uważnych słuchaczy.

A słuchanie, jak nic innego, działa jak afrodyzjak. No i wracamy do punktu wyjścia – mordercy to źli ludzie, ale póki nie wieziemy kwiatów do więzienia, nie musimy się martwić naszą małą kryminalną obsesją. Możemy za to zdobyć dzięki niej mnóstwo wiedzy i już nigdy nie będziemy wracać na piechotę ze studenckiej imprezy w środku nocy, bo jak wiadomo, strzeżonego Pan Bóg strzeże!



Paulina Parowicz – kocha spać i jeść. Natura leniwca kłóci się z miłością do podnoszenia ciężarów. Pała dziwną sympatią do wszystkiego co szokujące, jak przedziwne morderstwa. Studentka kierunku Branding Reklama PR na Uniwersytecie SWPS.

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply