Główna Lifestyle Miejsca

NadodrzeGO, czyli spacery po Nadodrzu śladami pokemonów

28 marca 2020

Samotne włóczenie się bez celu było jednym z moich ulubionych zajęć odkąd pamiętam, w czasach, kiedy jeszcze nie trzeba było siedzieć w domu.



Gdybym żyła 200 lat temu w Paryżu, może byłabym nawet flanerem (flanerką?) Oczywiście, gdyby było mnie na to stać. Wprawdzie to trochę pretensjonalne i bezproduktywne, ale przecież o to chodzi. Pomijając to, że w XIX wieku nie było norm skażenia powietrza i można było co najwyżej wpaść pod dyliżans, łażenie bez sensu do dziś ma niemal same plusy. Oczywiście, jeśli akurat nie trwa epidemia.



Wprawdzie spędzając w ten sposób czas, nie przyczyniamy się do wzrostu PKB, za to możemy dostrzec więcej detali. I tu na scenę wkracza PokemonGo, czyli jednak ktoś na tym zarobi. Jednym z założeń gry jest chodzenie – im więcej tym lepiej. Oprócz łapania różnych stworzeń należy odwiedzać Pokestops, które najczęściej zlokalizowane są na jakichś charakterystycznych budynkach lub detalach architektonicznych. Jest to szczególnie przydatne, gdy zwiedza się nieznane miasto. Można zauważyć wiele szczegółów, i wcale niekoniecznie będa to krasnale.


l
Pokestop „Koń na Jedności Narodowej”

Karierę we Wrocławiu zaczęłam na Szczepinie, następnie przeniosłam się w okolice Sky Tower. Wtedy już łaziłam, ale jeszcze nie łapałam pokemonów. Swoją przygodę łowiecką zaczęłam na Ołbinie, a obecnie moim terytorium jest Nadodrze, a konkretnie wycinek między Pomorską, Ołbińską i Jedności Narodowej. Plus Trzebnicka, bo tamtędy zwykle chodzę do pracy. Czasami zapuszczam się w okolice Placu Bema albo do Parku Słowiańskiego, w którym poza wybiegiem dla psów, zawsze są jakieś gymy albo raidy.


Dzięki łapaniu pokemonów można szybciej zorientować się w układzie ulic, szczególnie jeśli wejdzie się w jakiś nieznany zaułek, a potem zatoczy koło i wróci do punktu wyjścia, o co na Nadodrzu wcale nietrudno. Oczywiście chodząc z nosem w telefonie można wiele przeoczyć, np. samochody albo ludzi z którymi wejdziemy w kolizję. Można też trafić w miejsca znane z tego, że można tam dostać po ryju. Ale w życiu wszystko ma swoją cenę.


pokegomap.pl


Jeśli wierzyć internetowym rankingom, po ryju najłatwiej dostać na Jedności Narodowej w okolicach Biedronki i na Rydygiera. Na szczęście jeszcze nie spotkała mnie ta przyjemność.



Murale


Gdyby nie pokemony, nigdy nie trafiłabym na podwórko przy Roosevelta, które, choć dość kiczowate, to jednak robi wrażenie rozmachem. Nie jestem wprawdzie wielką fanką Żołnierzy Wyklętych, ani tym bardziej Śląska Wrocław, ale dinozaury to zupełnie inna sprawa.





Warto też zobaczyć murale inspirowane Chagallem, Munchem, Klimtem, Muchą, Fridą Kahlo i innymi malarzami w tej samej okolicy. Ciekawie kontrastują z ogólnym chaosem i brudem, jakie tam panują. Mieszkańcy podwórka są już chyba przyzwyczajeni do Insta-turystów, którzy przychodzą pod ich dom. Moją absolutną sympatią cieszy się też Mural Pustak, zarówno od strony graficznej, jak i namingowej – tam też znajduje się Pokestop o tej samej wdzięcznej nazwie.



Mural „Pustak”


Oprócz “oficjalnych” murali na ścianach pojawia się wiele bardziej efemerycznych wpisów, graffiti, i innych elementów dialogu społecznego i street-artu. Czasem wulgarnych, czasem po prostu uroczych.




Detale architektoniczne


Oprócz murali ciekawa jest też sama architektura Nadodrza. W moim rodzinnym mieście stare kamienice są dobrem rzadkim i budzą pewną ekscytację. We Wrocławiu jest ich natomiast tyle, że mało kto zwraca na nie uwagę. Wprawdzie podobno miasto zainwestowało sporo w rewitalizację dzielnicy, ale zyskały na tym tylko niektóre kamienice. W dodatku trudno powiedzieć, czy rzeczywiście zyskały. Teraz mniej więcej co czwarta pomalowana jest na pistacjowo, bananowo, albo na majtkowo-różowo. Ale kto wie, może to zgodne z duchem historycznym. Może kamienice są jak te rzeźby antyczne, o których wszyscy myśleli, że są szlachetnie białe, tylko dlatego, że przez stulecia odpadły z nich pstrokate kolory.


Kamienica na św. Wincentego


Nadodrze w ogóle słynie z kontrastów. Z jednej strony hipsterskie knajpy, ośrodki aktywizacji społecznej, kolejne barbershopy, studia tatuażu i ogólna gentryfikacja, z drugiej lombardy, podejrzane towarzystwo i wciąż zaniedbane podwórka i odrapane kamienice z dziurami po kulach.

Chyba na tym polega część jego uroku.

Elementem dekoracyjnym elewacji często są różnego rodzaju twarze, a czasem pyski zwierząt. Moją ulubioną fizjonomią jest chyba ta przy Placu św. Macieja, oznaczona na mapie PokemonGo jako “scary face”. Nie wiem, kto pozował do tej rzeźby, ale musiał być przystojny.


Nieopodal znajduje się park, w którym lepiej nie pojawiać się po zmroku, w
sezonie letnim okupowany przez lokalnych flanerów i wielbicieli tanich trunków. To tu złapałam swojego pierwszego Squirtle’a. Też po zmroku.



Kierując się w stronę Drobnera można iść na lody , albo stoczyć bitwę z przedstawicielami przeciwnej drużyny, ponieważ gym znajduje się w lodziarni. Ja wybrałam jednak powrót przez Plac św. Macieja i Pobożnego, z powrotem na Ołbińską. Tu znajduje się jeden z najbardziej fantazyjnych herbów Wrocławia, jakie widziałam. Na szczególną wzmiankę zasługuje głowa jana Chrzciciela – wygląda źle bez względu na to, z której strony na nią patrzymy.


Herb Wrocławia na Ołbińskiej

Po kolejnej rundce trasą Pobożnego – Jagiellończyka – Rydygiera, stwierdzam, że ta ostatnia ulica zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ mieści najwięcej fascynujących elementów. Zarówno kamienice z obłażącym tynkiem, jak i komisariat policji, a nawet okno życia. Pewnie dlatego tu znajduje się mozaika z Sercem Nadodrza – po prostu wszystkie odcienie życia w jednym miejscu.



Powyższy przegląd nie wyczerpuje oczywiście całego potencjału Nadodrza, i mam nadzieję, że uda mi się odkryć jeszcze niejedno. Przecież kiedyś będzie można w końcu wyjść na zewnątrz…



Aleksandra Dudra – nie dorosła do swych lat. Pamięta, jak Eminem zaczynał karierę, Metallica pozywała Napstera, a Kurt Cobain jeszcze żył (to akurat słabo). Nie wie do końca, którą generację reprezentuje, ale na pewno nie pokolenie Ikea ani JP2. W wolnych chwilach śledzi pomysły altmedu i interesuje się Rewolucją Francuską. Lubi szczury i wiele innych zwierząt, ludzi jakby trochę mniej.

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply