Lifestyle Ludzie

Train Body Horror

12 lutego 2020

Już od dziesięcioleci mieszkańcy małych miejscowości, po osiągnięciu pełnoletności i porzuceniu rodzinnych domów, o ile nie mają szczęścia być posiadaczami samochodów, co najmniej kilka razy do roku zmuszeni są odbywać podróże z północy na południe i z powrotem, korzystając z usług PKP.




Niektórzy z nich, nawet pomimo przekroczenia trzydziestki, korzystają z nich nadal. Stwarza to okazję do fascynujących obserwacji etnograficznych, często długookresowych. Jazda pociągiem z taką częstotliwością sprawia, że mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać, ale nadal dla wielu osób, szczególnie nastawionych bardziej aspołecznie, jest to intensywne przeżycie, często na granicy traumy.



Brak gwarancji miejsca do siedzenia



W czasach zamierzchłych, kiedy nie było jeszcze miejscówek, obowiązywała zasada – kto pierwszy, ten lepszy. Po zajęciu przedziału należało zasłonić zasłonki i liczyć na to, że wątła ta ochrona odstraszy potencjalnych intruzów (protip: to nigdy nie działało). Wprowadzenie miejscówek nie wykorzeniło o dziwo tego nawyku, co może świadczyć o naszej narodowej skłonności do kultywowania tradycji.

fot. Michael Gaida, Pixabay

Wprowadziło za to nowe rytuały, mianowicie grę w “pan tu nie siedzi”. Kto nie jest człowiekiem doświadczonym i przewidującym, i będzie próbował kupić bilet w dniu wyjazdu, ten najpewniej srodze się zawiedzie, będzie mógł bowiem liczyć jedynie na bilet “bez gwarancji miejsca do siedzenia”. Czyli w praktyce grę w gorące krzesło, do momentu, w którym ostatecznie okaże się, że jednak wszystkie miejsca zostały zajęte przez prawowitych właścicieli z lepszym refleksem. Którzy w mniej lub bardziej pasywno-agresywny sposób zażądają od pechowców kapitulacji. Wtedy pozostaje już tylko stanie lub siedzenie na korytarzu.

Podobno zdarzają się przypadki dantejskich scen, gdy dwie osoby walczą o to samo miejsce, próbując zyskać nad przeciwnikiem przewagę siłową lub moralną, na przykład z wykorzystaniem argumentu chorej córki. Wtedy pozostaje już tylko odwołanie się do ostatecznej instancji, czyli autorytetu konduktora. Ale i to nie zawsze działa. Zazwyczaj jednak wystarczy wymowne “ja mam tu miejsce” albo “czy pan ma numer 44?”, żeby intruz sam ustąpił.



Summertime sadness



W dawnych czasach, kiedy nie było miejscówek, do typowych doświadczeń wakacyjnych należał przejazd trasy Katowice-Ustka na podłodze koło kibla. A jednak, mimo wprowadzenia miejscówek, PKP do dziś nie rozwiązało skomplikowanego logistycznie zagadnienia, jakim jest zapewnienie wystarczającej liczby miejsc siedzących dla pasażerów w okresie letnim. Choć nie jest żadną tajemnicą, że przemieszczanie się z południa Polski nad morze w tym czasie jest jedną z najbardziej zakorzenionych w naszym narodzie tradycji, równie świętą, jak palenie hurtowych ilości zniczy na Wszystkich Świętych.

Osoby, którym zły los odmówił szczęścia zakupu miejscówki, muszą się gnieździć na korytarzu – najbardziej popularną pozycją jest siedzenie w poprzek na podłodze z wyciągniętymi nogami. Stwarza to konieczność wstawania za każdym razem, gdy ktoś przechodzi korytarzem do toalety, co zdarza się średnio trzy razy na godzinę.



Ja w pociągu jestem



Jazda w przedziale to koszmar, zwłaszcza jeśli ktoś ma problem z przypadkowym kontaktem fizycznym. Niemal zawsze trafi się jakiś osobnik płci męskiej, który rozkraczy się tak, że będzie zajmował półtora siedzenia, w tym połowę cudzego. Do tego rodziny z dziećmi, które wydają irytujące odgłosy i oglądają bajki na swoich sprzętach elektronicznych – rzecz jasna bez słuchawek – i łażą po przedziale, nierzadko wybierając drogę na skróty przez kolana sąsiadów. Poza tym dzieci w pociągach wymagają dokarmiania co 10 minut, bo inaczej umrą z głodu, niczym zwierzątka z Tamagochi.

fot. Kurt Deiner, Pixabay

Osobną kategorię stanowią ludzie załatwiający niecierpiące zwłoki interesy służbowe w czasie podróży. Nieszczęśni współpasażerowie zmuszeni są wysłuchiwać przez trzy godziny jazdy, jak taki osobnik lub osobniczka omawia poufne sprawy firmy lub wyżywa się na podwładnych. Najpowszechniejsze jednak są telefony do rodziny i znajomych, zaczynające się zwykle od “ja w pociągu jestem”. Po czym następuje szczegółowa relacja z tego, jaki to pociąg, ile ma opóźnienia, jaką stację właśnie minął, o której planowany jest przyjazd oraz co zamierza zjeść na kolację. Plus sprawy rodzinne i intymne.



Postęp w służbie chaosu



Wagony bezprzedziałowe również stanowią wyzwanie. Tu także można trafić na typa uprawiającego manspreading, a jeśli trafi się dzieciak ze sprzętem grającym albo gadatliwa bizneswoman, zabawę ma cały wagon. W ramach bonusu, w przypadku zajęcia miejsca od strony korytarza, zwanego dla niepoznaki środkowym, istnieje duża szansa przypadkowego bliskiego kontaktu z czyjąś torbą albo kolanem.

Ci natomiast, którym przypadło miejsce przy oknie, są zmuszeni przepraszać sąsiada lub sąsiadkę za każdym razem, gdy będą chcieli wyjść. Zaś sąsiad lub sąsiadka muszą w każdej takiej sytuacji wstawać i ich przepuszczać. Trudno powiedzieć, która opcja jest gorsza.

fot. Aleksandra Sobol, Pixabay

W dzisiejszych zaawansowanych technologicznie czasach prawie każdy ma telefon albo laptopa i słuchawki, co pozwala w pewnym stopniu odizolować się od bliźnich. W praktyce jednak kończy się to tak, że albo i tak słychać hałas z zewnątrz, albo można posłuchać muzyki ze słuchawek współpasażera. Za to prawie nikt ze sobą nie rozmawia. W dawnych, bardziej kolektywistycznych czasach pociągi stanowiły jedno z miejsc zawierania nowych znajomości, znane są nawet historie związków, które tam właśnie zostały zainicjowane. Dziś taki scenariusz wydaje się to dużo mniej prawdopodobny. Obecnie prawie każdy wsiada do pociągu jako monada, jeśli podróżuje sam, albo w zamkniętej grupie, i w czasie podróży usiłuje bronić swojego terytorium, często nie zważając na innych.

Kolejne udogodnienia, takie jak ciche wagony w Pendolino, czy wyświetlane na ekranach zasady savoir-vivre’u (nie zdejmuj butów, nie rozmawiaj przez telefon, nie jedz śmierdzących rzeczy) mają na celu zwiększenie komfortu pasażerów, którym coraz trudniej przychodzi znoszenie towarzystwa innych. Efekty są póki co, dość słabo widoczne.

Oczywiście można wyobrazić sobie sytuację, w której jazda polskimi kolejami to przyjemność – wtedy kiedy jest w nich mało ludzi. Taka szansa zdarza się jednak raz na milion przypadków. I na pewno nie w sezonie.



Aleksandra Dudra – nie dorosła do swych lat. Pamięta, jak Eminem zaczynał karierę, Metallica pozywała Napstera, a Kurt Cobain jeszcze żył (to akurat słabo). Nie wie do końca, którą generację reprezentuje, ale na pewno nie pokolenie Ikea ani JP2. Pracuje w korpo, ale ma nadzieję, że to się kiedyś zmieni, bo w głębi duszy jest antysystemowa. W wolnych chwilach śledzi pomysły altmedu i interesuje się Rewolucją Francuską. Lubi szczury i wiele innych zwierząt, ludzi jakby trochę mniej.

You Might Also Like...

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Jesteśmy ciekawi, co Ty uważasz – zostaw komentarz :)x
()
x