Główna Ludzie Miejsca

Emocjonalny trans

31 stycznia 2020

Podczas koncertu doświadczam muzyki wszystkimi zmysłami – nie tylko słuchem, ale też węchem, dotykiem czy w końcu wzrokiem. Będąc zaangażowanym uczestnikiem, można łatwo wpaść w emocjonalny trans.




Nadszedł ten dzień. Był mroźny listopadowy wieczór, około godziny 18:00. Gdy dojechałam na miejsce, uderzył mnie zaskakujący widok. Grupki ludzi blisko siebie, skupione niczym stada zwierząt. Domyślam się, że po to, by było im cieplej. Potykałam się o koce, folie ratownicze, kartony i inne odpadki. Plac wyglądał jak wysypisko śmieci. Większość osób sprawiała wrażenie jakby przesiedzieli tam dobę.

Zbliżała się godzina rozpoczęcia i zaczął się horror. Poczułam napierający ucisk z każdej strony. W powietrzu wisiało ogromne napięcie. Czułam, że nie mogę złapać oddechu. W ludziach obudziły się pierwotne instynkty. Zewsząd dobiegał hałas – piski, krzyki, płacz. Zrozumiałam, że też muszę zacząć walczyć. I tak zrobiłam.



fot. Sebastian Ervi


Widziałam, że w oddali zbliża się koniec. Nadeszła moja kolej. Słyszałam bicie serca każdego człowieka stojącego obok. Jakaś pani uśmiechnęła się do mnie i ze skupieniem na twarzy rozpoczęła przeszukiwanie. Mimo że wydawała się bardzo miła, czułam ogromny niepokój. Zobaczyłam, że dwóch panów z dziwnymi metalowymi urządzeniami robi coś chłopakowi obok. Płakał. Zabrali mu połowę rzeczy i kazali iść za nimi. Bałam się, że zrobią ze mną to samo. Po chwili usłyszałam, że „wszystko w porządku” i dostałam oznaczenie, które pozwalało iść dalej.

Udało się. Dostałam się do bezpiecznego miejsca –  przynajmniej tak myślałam. W ułamku sekundy znalazłam się w ogromnym tłumie. Kopanie, przepychanie się, szturchanie – to wszystko po to, by dostać się jak najbliżej. W pewnym momencie znalazłam się na ziemi. Czułam się, jakbym miała zaraz zemdleć.



fot. Anthony Delanoix


W powietrzu unosiła się duchota i zewsząd słychać było krzyki oraz inne przeraźliwe dźwięki. Byłam wstrząśnięta. Nie spodziewałam się, że tłum może zostać owładnięty takim zaślepieniem.

Po wielu trudnościach dostałam się na swoje miejsce i, tak jak wszyscy, ustawiłam się w szeregu. Przede mną było około 8 rzędów ludzi, a za mną 25 po około 30 osób w każdym. Obok mnie stały dwie młode dziewczyny. Myślę, że mogły mieć po 16 lat. Stały w ciasnym uścisku i płakały. Szlochały tak przeraźliwie, jakby miały zaraz…

Nie wiedziałam, jak mogłabym im pomóc, a że nikt nie zwracał na nie uwagi stwierdziłam, że również nie będę wychodzić przed szereg. Chociaż powód, dla którego tam staliśmy był szczęśliwy, zachowanie wszystkich wokół mnie przerażało.



Fot. Aditya Chinchure


Zaczęło się. Wybuchł potężny hałas. Nagle zrobiło się ciemno. W mgnieniu oka wszyscy ruszyli do przodu. Wszędzie był dym, widać było tylko zarysy sylwetek ludzi. Światła migały tak szybko i były tak oślepiające, że musiałam zamykać oczy, aby przyzwyczaić wzrok do tych ekstremalnych warunków. Wszyscy unosili ręce. Razem z tłumem poruszałam się w jednym rytmie. Staliśmy się jednolitą masą owładniętą emocjonalnym transem. Byłam przerażona i podekscytowana jednocześnie. Po pół godzinie na ziemi widać było kałuże potu i innych płynów. Wszyscy lepiliśmy się do siebie i deptaliśmy sobie wzajemnie po stopach. Ale to nie było wtedy ważne.

Gdy kurz pobojowiska opadł, dotarło do mnie, że przed chwilą widziałam mój ulubiony zespół.




Milena Mikula – studentka drugiego roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie SWPS. Menadżerka zespołu Skøv, współorganizatorka wielu eventów muzycznych, miłośniczka muzyki i mody.

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply