Główna Miejsca

Czarnobyl – turystyka atomowa po HBO

7 listopada 2019

Niedawno odbyłam wyprawę do czarnobylskiej strefy wykluczenia. Dlaczego w ogóle chciałam tam pojechać? Może ze względu na rok urodzenia. Mój rocznik miał w zwyczaju określać się autoironicznie jako “pokolenie Czarnobyla”. 




Kiedy doszło do awarii reaktora numer 4, moja matka była w ciąży. Nie piła płynu Lugola. Dziś naukowcy odpowiedzialni za akcję profilaktyczną twierdzą, że poziom promieniowania w Polsce nie był nawet niebezpiecznie wysoki. W wyniku katastrofy z terenów na Ukrainie i Białorusi przesiedlono ponad 330 tysięcy osób. Dziś opuszczone miasto Prypeć, w którym mieszkali głównie pracownicy elektrowni z rodzinami i sama elektrownia to cel pielgrzymek amatorów klimatów postapokaliptycznych, pasjonatów historii, ZSRR, a od tego roku także widzów HBO. 



fot. Marta Kalisiak


Broń nas od atomu


W okresie zimnej wojny wszyscy bali się konsekwencji użycia broni jądrowej. Jednak jak wspominają byli mieszkańcy Czarnobyla (choćby w reportażach Swietłany Aleksijewicz), przed awarią elektrownie atomowe uchodziły za całkowicie bezpieczne, a „pokojowy atom” za coś całkowicie odmiennego niż „atom wojenny”.



fot. Marta Kalisiak


Na mapie Europy przedstawiającej rozmieszczenie elektrowni atomowych, Polska stanowi białą plamę. Dlaczego?  Bo Czarnobyl. I Fukushima. W Polsce prawie wszyscy boją się promieniowania, nieważne, czy pili płyn Lugola, czy nie. I pomimo opinii naukowców, że energia atomowa jest jedną z najbezpieczniejszych, a informacje na temat negatywnych konsekwencji katastrofy w Czarnobylu były mocno wyolbrzymione.

Niedawno widziałam zdjęcie przydrożnej kapliczki z napisem Broń nas od atomu. Energia atomowa stała się więc nową zarazą, głodem i wojną, a może nawet je zdeklasowała. Strach przed promieniowaniem i rządem, który ukrywa prawdę, pozostaje silny nawet po 30 latach od zmiany ustroju.

No i rzecz jasna, jeśli wspomnisz, że planujesz wycieczkę do Czarnobyla, wszyscy będą pytać, czy się nie napromieniujesz. 




fot. Marta Kalisiak


Cień Czarnobyla


Katastrofa w Czarnobylu jest jednym z wydarzeń, które bardzo mocno zapisały się w zbiorowej wyobraźni. Trudno znaleźć osobę, która o niej nie słyszała. No, chyba że ostatnie trzydzieści trzy lata spędziła na innej planecie. Katastrofa zadomowiła się także w popkulturze razem z motywem świata po wojnie nuklearnej. Przykładem jest choćby seria gier S.T.A.L.K.E.R wyprodukowana przez ukraińską wytwórnię GSC Gameworld, osadzona w alternatywnej rzeczywistości po drugim wybuchu elektrowni atomowej. Gracz może się tam wcielić w postać, która eksploruje czarnobylską zonę pełną mutantów i paranormalnych zjawisk. Pierwsza część powstała w 2007 roku.



fot. Marta Kalisiak


Siedem lat później Pink Floyd nagrał teledysk do utworu Marooned, w którym można zobaczyć widoki z opuszczonego miasta Prypeć. W teledysku niewiele się dzieje – zdjęcia ruin są wystarczająco efektowne.

W przyszłym roku premierę będzie miała nowa gra z katastrofą czarnobylską w tle, tym razem polskiej produkcji – Chernobylite. Już dziś można w nią zagrać we wczesnym dostępie. Kilka lat temu powstał też horror Czarnobyl. Reaktor strachu (Chernobyl diaries), o którym przez litość lepiej nie wspominać. 



fot. Marta Kalisiak


Turystyka atomowa po HBO


Ukraińskie ministerstwo turystyki informuje, że Czarnobyl jest najbardziej popularną atrakcją turystyczną na Ukrainie. Strefa wykluczenia została udostępniona turystom w 2011 roku i od tamtej pory jej popularność systematycznie rośnie – w 2013 roku odwiedzających było 8 tysięcy, pięć lat później już 65.

Sukces serialu „Czarnobyl” produkcji HBO spowodował prawdziwy boom na to miejsce. Podobno liczba turystów wzrosła już o 40%.  Jedna z Kijowskich agencji turystycznych oferuje wycieczki śladami miejsc pokazanych w serialu – a więc, po raz kolejny, życie naśladuje sztukę. Jednak wycieczki do Czarnobyla były na fali już wcześniej.

Zagraniczni turyści najczęściej wybierają przelot do Kijowa i tam płacą za zorganizowaną wyprawę do miejsca katastrofy. Przejazd zajmuje około dwóch godzin. Polskie agencje turystyczne oferują wycieczki z dojazdem z Warszawy. Samodzielne eksplorowanie strefy Czarnobylskiej jest oficjalnie nielegalne, ale niektórzy i tak to robią.  

Na YouTubie i Instagramie roi się od zdjęć i filmów podekscytowanych zagranicznych turystów pozujących na tle reaktora numer 4 czy diabelskiego młyna z dozymetrem w ręku. Też takie mam.



fot. Marta Kalisiak


Chernobyl before it was cool


Dlaczego turyści wybierają Czarnobyl? Czy chodzi o konfrontację serialu z rzeczywistością? Wizyta w takim miejscu wpisuje się z jednej strony w trend turystyki ekstremalnej, z drugiej sentymentalnej – dla tych, którzy chcą poczuć klimat Zimnej wojny. 

Dla niektórych to prawdopodobnie kolejny punkt do zaliczenia w katalogu podróży. Byli już w Tunezji i na Majorce, teraz pora na coś ekstremalnego – zawsze jest szansa, że większość znajomych jeszcze się tu nie zameldowała.  



fot. Marta Kalisiak


Na miejscu wielokrotnie spotykałam się z opinią, że to już ostatni dzwonek, aby zobaczyć Czarnobyl w obecnym kształcie, zanim zaleją go hordy turystów zwabionych przez serial. Jednak już podczas mojej wizyty miałam wrażenie, że jest za późno.

Wesołe miasteczko ze słynnym diabelskim młynem zwiedzało kilka wycieczek jednocześnie, a do wszystkich budynków wchodziliśmy piętnastoosobową grupą, więc trzeba było się solidnie nagimnastykować, żeby zrobić zdjęcie bez udziału innych osób.

Zresztą, po co były mi te zdjęcia, skoro piętnaście osób w tym samym czasie robiło dokładnie takie same, a na Instagramie są podobnych tysiące? Pod tym względem Czarnobyl nie różni się wiele od każdej innej atrakcji turystycznej. Co gorsza, czasami na Instagramie robi większe wrażenie niż w rzeczywistości. 



Tag #czarnobyl


Czarnobyl jest jednocześnie kwintesencją urbexu i jego całkowitym zaprzeczeniem. Bo co to za urbex, jeśli trzeba wykupić wycieczkę z przewodnikiem? Przekonanie, że opuszczone miejsca są fajne, ugruntował we mnie pewien doktor z Poznania, do którego chodziłam na zajęcia z fotografii kilka lat temu. Zainspirowana jego wykładami chodziłam z aparatem po opuszczonych budynkach, dopóki nie wypędziła mnie ochrona. 

Urok ruin polega na ich efemeryczności. Dziś są, jutro może ich nie być. Po kilku latach opuszczone budynki porastają roślinnością i ulegają stopniowej degradacji. Natura cierpliwie odzyskuje to, co zostało jej zabrane, choć oczywiście takie sytuacje to rzadkość. 

W normalnych warunkach ruiny zostają wyburzone, a miejsce po nich wchłonięte na nowo przez cywilizację. W Czarnobylu to się nie stało, z oczywistych względów, ale natura radzi tam sobie nieźle bez ingerencji człowieka, co dla wielu stanowi pocieszająca informację. Las stopniowo pochłania opuszczone budynki, a w strefie żyją wilki, łosie, jelenie, dziki, rysie, konie Przewalskiego, a nawet niedźwiedzie. 



fot. Marta Kalisiak


Co wypada?


W takich miejscach jak Czarnobyl nietrudno o wątpliwości moralne. Czy w ogóle należy je odwiedzać? Hasło „Czarnobyl” zawsze budziło mieszane emocje. Z jednej strony groza, z drugiej – czarny humor. Naturalna reakcja organizmu na ekstremalne doświadczenia,  oswajanie przerażającego, łamanie tabu. „Czarnobylska Modlitwa” Swietłany Aleksijewicz zawiera cały katalog dowcipów, jakimi raczą się mieszkańcy skażonych terenów. Na przykład: 

Ile jest siedem razy siedem?

W Czarnobylu każdy sobie na palcach policzy! 

Może miejscowi mają prawo tak żartować, a osoby z zewnątrz już niekoniecznie? 



fot. Marta Kalisiak


Sam twórca serialu Caig Mazin zaapelował niedawno na Twitterze, aby przyjezdni pamiętali o tym, że odwiedzają miejsce katastrofy, gdzie powinni zachowywać się stosownie i z szacunkiem dla jej ofiar.

Jednak ktoś znowu wrzucił jakąś żenującą focię na Insta.

Przyznaję, że obserwując innych turystów upijających się co wieczór w hotelu „Dziesiątka”, miałam mieszane uczucia. Czy wypada, bawić się w miejscu nuklearnej katastrofy? Z drugiej strony we wspomnieniach byłych mieszkańców Strefy często pojawiał się wątek picia wódki jako najskuteczniejszej metody walki z radiacją, może więc chodziło o to, by lepiej wczuć się w realia… 



fot. Marta Kalisiak


Czarnobyl przyszłości 


Odwiedzając Czarnobyl trudno oprzeć się wrażeniu, że jak zwykle wygrywa komercja. 

W Strefie raczej nie dominuje nastrój żałoby. Tuż po wjeździe wita nas sklep z pamiątkami, w którym można kupić magnesy, koszulki z mniej lub bardziej śmiesznymi napisami, kubki, maski przeciwgazowe i tym podobne dobra. Oferta hotelowo-gastronomiczna, póki co nie powala, ale jeśli liczba turystów będzie nadal rosła, jest szansa, że ulegnie to zmianie.



fot. Marta Kalisiak


Biuro podróży, z którego usług korzystałam, oferuje imprezy sylwestrowe w Czarnobylu imprezą w klimacie epoki, z radzieckim szampanem i Dziadkiem Mrozem. 

Wyobrażam sobie zonę w przyszłości jako wielki parku rozrywki w stylu postapo, w którym będzie można zagrać w S.T.A.L.K.E.Ra na żywo i polować na mutanty okolicznych lasach przy użyciu rozszerzonej rzeczywistości. Mam nadzieję, że tego nie dożyję. Chociaż, z drugiej strony…






Źródła:

S. Aleksijewicz, Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości, 2018

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1514110,1,zabojczy-mit-czarnobyla.read

https://www.express.co.uk/news/world/1148593/chernobyl-nuclear-disaster-tourism-tourist-ukraine-hbo-drama-series-sky-atlantic-spt

https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/nowa-atrakcja-turystyczna-czarnobyl,157428.html

https://www.livescience.com/65673-is-visiting-chernobyl-safe.html

https://gry.wp.pl/chernobylite-polska-gra-o-czarnobylu-juz-niedlugo-startuje-we-wczesnym-dostepie-6433686528055425a




Artykuł:

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie DSC_0195_0006_Warstwa-7_Easy-Resize.com_-150x150.jpg

Aleksandra Dudra – nie dorosła do swych lat. Pamięta, jak Eminem zaczynał karierę, Metallica pozywała Napstera, a Kurt Cobain jeszcze żył (to akurat słabo). Nie wie do końca, którą generację reprezentuje, ale na pewno nie pokolenie Ikea ani JP2. Pracuje w korpo, ale ma nadzieję, że to się kiedyś zmieni, bo w głębi duszy jest antysystemowa. W wolnych chwilach śledzi pomysły altmedu i interesuje się Rewolucją Francuską. Lubi szczury i wiele innych zwierząt, ludzi jakby trochę mniej.



Zdjęcia:

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie LRM_EXPORT_226187299973065_20191015_222458983-150x150.jpeg

Marta Kalisiak – Przez swój niepowtarzalny, głośny śmiech doczekała się przydomka Hihi. Studentka Komunikacji wizerunkowej. Tatuatorka. Amatorka fotografii analogowej. Kolekcjonuje zdjęcia śmietników.

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply