Miejsca

Wrocławskie Zwierzakowo

6 września 2019

Mały ze mnie psiak i z moim przyjacielem zwiedzam świat. Jeżdżę w różne miejsca, poznaję nowych ludzi i mam mnóstwo przygód. Nieustannie szukam ciekawych lokali, z nadzieją, że na witrynie nie znajdę znaku „Z psem nie wolno”.


W ostatniej podróży z moim przyjacielem trafiłam do Wrocławia. Nie zaskoczyli mnie ludzie nieprzychylni mojej psiej osobie, ale za to bardzo ucieszyły mnie miejsca, gdzie witano mnie z radością. I nie mówię tu o parkach, czy psich placach. Ja nie jestem pierwsza lepsza psina. Jestem pieskiem salonowym.

fot. Anna Agata Kant

Kot Cafe, ul. Stanisława Dubois 25

Na samym początku mojej przygody miałam trochę pieskich spraw do załatwienia. Aby mój przyjaciel się nie nudził, odprowadziłam go do kocich znajomych z Kot Cafe. Kociaki są płochliwe, dlatego przywitałam się, radośnie machając ogonem przez szybę i nie wchodząc do środka.

Źródło: http://kotcafewroclaw.pl/galeria?fbclid=IwAR1ogteyEdxa6v1V7qoG4mWTGjTicqGRpTBA3-Dkf2p1hrvvMgeKgBWh9p0


Mój przyjaciel wybrał miejsce przy samym oknie, gdzie od razu kociaki zaczęły się do niego łasić. Po chwili pojawił się koci kelner. Zanim wróciłam do swoich spraw, popatrzyłam na nich przez chwilę. Nie umknęło mojej uwadze, że koty były bardzo profesjonalne, a herbata i ciacho, które przyniosły, wyglądały apetycznie. Aż chciałam je zjeść.

Źródło: http://kotcafewroclaw.pl/galeria?fbclid=IwAR1ogteyEdxa6v1V7qoG4mWTGjTicqGRpTBA3-Dkf2p1hrvvMgeKgBWh9p0


Parrot Coffee, ul. Gen. Józefa Bema 2

Przyznaję, byłam zazdrosna, że mój towarzysz miło spędził czas z kotami. Postanowiłam, że pora, abym i ja zdobyła kilku nowych zwierzęcych przyjaciół. Przypomniałam sobie, jak to kiedyś pewne wróble się chwaliły, że poznały dwie papugi, co to mają własną kawiarnię. Parrot Coffee. No kto by się spodziewał takiej nazwy.

Wróble nie były dla mnie zbyt miłe, dlatego miałam obawy, co tak naprawdę czeka mnie po przybyciu. Zaznaczę, że się bałam. W głowie rodziły się najgorsze obrazy. Przyjdę, a oni powiedzą: Nie dla psa! Jak się okazało, bardziej mylić się nie mogłam.

Źródło: https://www.facebook.com/ParrotCoffeeWro

Przywitano mnie miło i przedstawiono mi pierzastych managerów. Nazywali się Pablo i Jon. Cudowni bracia, pełni energii, takie małe rozrabiaki. Choć to pewnie wina nadmiaru kofeiny. Jednak ich kawa jest przepyszna, więc nie ma się co dziwić, że nawet papugi nie mogą się jej oprzeć!

Źródło: https://www.facebook.com/ParrotCoffeeWro

Byłam podekscytowana. Nie mogłam wysiedzieć w miejscu, tak bardzo chciałam pomiziać chłopaków. Niestety z wielkim żalem przyznaję, że mi zabroniono. Cóż za nieszczęście! Jednak nawet taka sytuacja, nie odebrała mi radości z wizyty u Pablo i Jona.

Źródło: https://www.facebook.com/ParrotCoffeeWro


Kawiarnia artystyczna Alfa, ul. Nowowiejska 63

Na miłe zakończenie dnia wybraliśmy się do Kawiarni Artystycznej Alfa. W pierwszej chwili bardzo się zdziwiłam. Malutki lokal, dwa stoliki ustawione blisko siebie. Po chwili jednak spojrzałam w bok i zobaczyłam schody prowadzące do większej sali, pełnej wygodnych foteli i kanap oraz krzeseł barowych. Każdy znajdzie tam wygodne miejsce dla siebie.

Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiłam, było znalezienie wzrokiem ściany, o której chodzą psie legendy: ściany ze zdjęciami innych psiaków. Niestety, okazało się, że fotografie w ramach drobnej zmiany zamieniono na piękne pejzaże. Psia kość!

Miła barmanka pomogła mojemu przyjacielowi wybrać odpowiedniego drinka i drobną przekąskę. Gdy czekaliśmy na zamówienie, dosiadło się do nas kilka osób i zrobiło się wesoło. Każdy był inny, szalony na swój własny sposób i choć dopiero się poznaliśmy, bardzo miło spędziliśmy razem czas. Gdy nowi znajomi zamawiali kolejne drinki razem z moim przyjacielem, ja dostawałam popcorn – tak wiecie, żebym nie czuła się gorsza.

Źródło: https://pl-pl.facebook.com/KawiarniaAlfa

I choć kolorowe drinki wyglądały apetycznie i słyszałam głosy uznania, to i tak myślę, że mój popcorn był najlepszy. W miłym towarzystwie słuchając muzyki z minionych dekad, siedzieliśmy w Alfie aż do zamknięcia.

Kawalerka, ul. Benedykta Polaka 12

Po szalonej nocy rano ciężko było wstać. Cieszyłam się, że nie miałam kaca, tak jak mój przyjaciel, który mówił, że niczego nie żałuje. Aby trochę się pobudzić, poszliśmy na śniadanie do Kawalerki. Zanim jeszcze dobrze weszliśmy do środka, dostałam świeżą wodę, a mój przyjaciel zaciągając się zapachem kawy, decydował się na śniadanie.

Źródło: https://www.facebook.com/KawalerkaCafe/

Ostatecznie zdecydował się na kawę z korzennymi przyprawami i panini z wędzonym tofu, konfiturą z czerwonej cebuli, grillowaną papryką i ziołami. Oczekiwanie na zamówienie było dla mnie bardzo przyjemne. Pani, która zaserwowała mi wodę, podeszła i pogłaskała mnie.

Kładłam się na plecach i wyginałam łapki, aby głaskała i drapała tam, gdzie lubię najbardziej. Jednak przyjemności skończyły się w momencie, w którym jedzenie pojawiło się na stoliku. Pachniało i wyglądało tak pięknie, że nie mogłam skupić się na niczym innym niż panini.

Źródło: https://www.facebook.com/KawalerkaCafe/

Siedziałam wyprostowana i napięta jak struna, wciągnęłam brzuch i obróciłam głowę tak, żebym wyglądała na, jak najbardziej głodną i zabiedzoną. Udało się! Mój przyjaciel dał mi malutki kawałek swojego panini. Poczułam się jak w niebie i już wtedy wiedziałam, że przez długi czas nie zjem nic równie pysznego.





Anna Agata Kant – Studentka trzeciego roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie SWPS. Marzycielka. Podróżniczka. Miłośniczka literatury, zaczytana od małego w historiach o światach równoległych. Dąży do tego, aby kiedyś wydać historie, które spisuje do szuflady od 12 roku życia. Ekolożka i weganka, wspiera organizację proekologiczne oraz walczące o prawa zwierząt.

You Might Also Like...

No Comments

    Leave a Reply