Popkultura

To nie karnawał, ale tańczyć chcę i będę tańczył z nią po dzień – cz.2

5 czerwca 2019

Popkulturowa nostalgia 1989-1995. Subiektywny przegląd kultury w Wolnej Polsce, czyli co mnie ominęło przed narodzinami.


1993. Moja i Twoja Nadzieja (Hey)

Drodzy Państwo, minęła północ, rozpoczął się nowy, tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty trzeci.


Takimi słowami przywitał nas Program Pierwszy w Nowy Rok. 93 rozpoczął się słonecznie. W moim rodzinnym mieście – Jeleniej Górze – zarejestrowano najwyższą krajową temperaturę w styczniu (+17). Dzień później ukazało się pierwsze wydanie tygodnika Tele Tydzień, który dorzucany później do Nowin Jeleniogórskich znacznie urozmaicił  cotygodniową lekturę mojej Babci. Przed nami dwa najważniejsze wydarzenia kulturowo-społeczne i na próżno szukać wśród nich wejścia na polski rynek koncernu Unilever, jakkolwiek lubowalibyśmy się w produktach Ramy, Algidy czy Liptona.

TVP/Jan Bogacz/PAP

2 marca 1993 ruszyła Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Nie wszyscy pamiętają, ale niegdyś mogliśmy usłyszeć Jurka Owsiaka w piątkowej audycji programu Trzeciego Polskiego Radia oraz w miesięczniku Brum pod redakcją Kuby Wojewódzkiego, która niejako była przedłużeniem audycji o takiej samej nazwie w wyżej wspomnianym radiu. To właśnie podczas audycji swój początek miała pierwsza spontaniczna akcja zbiórki pieniędzy.

Nazwa Wielkiej Orkiestry natomiast narodziła się  w muzycznym programie Róbta, co chceta emitowanym przez drugi kanał Telewizji Polskiej w ferie bożonarodzeniowe już w roku 1991. Autorem był nie kto inny jak Jurek Owsiak. Ten sam, od lat, w czerwonych oprawkach informujący nas niczym w 93: Tu właśnie przez cały czas jest fura pieniędzy, wielkie brawa.

Archiwalne materiały wraz z tymi słowami ukazują nam ludzi liczących pieniądze wrzucane do czarnych worków. Jeszcze wczoraj skromne czarne worki, dzisiaj ozdobne puszki, cel jednak od 25 lat ten sam – działać w słusznej sprawie. A to się chwali!


Obowiązek, obowiązkiem jest

Rok 93 zaraz po Owsiaku należał do Katarzyny Nosowskiej i to do niej powędrował tegoroczny Paszport Polityki w kategorii estrada. 8 lutego ukazał się pierwszy studyjny album zespołu Hey Fire  i muszę przyznać, że słuchając Teksańskiego, czuję, że nie bez powodu wyróżniam tę płytę jako kulturowe wydarzenie roku. Jako dowód posłużyć mi może również singiel Moja i Twoja nadzieja. Kto zaufał mi po Teksańskim, niech posłucha chociaż jednej z pięciu wersji utworów nagranych cztery lata później po wielkiej powodzi w ramach przedsięwzięcia Cegiełka na rzecz ofiar powodzi. Obok Kasi Nosowskiej usłyszymy tam takie osobliwości muzyczne jak Czesław Niemen, Maryla Rodowicz, Grzegorz Markowski czy Edyta Bartosiewicz.

Podobno równorzędnie z wydaniem Fire Polskę zalała fala disco-polo. Można mi ufać lub nie, ale zespół Hey, z całym dobrodziejstwem inwentarza, zawsze wydawał mi się nie tyle jego godną opozycją, co miażdżącą alternatywą.

Jak się okazuje w polskiej kulturze nie tak cicho sza, choć nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza, jak śpiewał Turnau.

Oglądamy:

Trzy Kolory. Niebieski – Kieślowski,

Przypadek Pekosińskiego – Królikiewicz,

Samowolka – Falk,

Uprowadzenie Agaty – Piwowski,

Jańcio Wodnik – Kolski,

89 milimetrów od Europy – Łoziński

Słuchamy:

Dzieci Wybiegły – Elektryczne Gitary,

Baranek – Kult,

Cichosza – Grzegorza Turnau


1994. Trzecia Rzeczpospolita, Polska Ludowa. To samo od nowa, to samo od nowa (Kazik)

Rok 1992 należał do Pasikowskiego, w 94 nie daje nam on o sobie zapomnieć, chociaż ma na plecach oddech Kieślowskiego. To perły naszej narodowej reżyserki, które należy docenić, ponieważ w kinie po politycznym przełomie nie dzieje się dobrze. Jak wspomina culture.pl polskie kino zdominowała nihilistyczna, czarna wizja człowieka. Może nie bez powodu w 1991 Marczewski zapytał swoich kolegów podczas festiwalu w Gdyni:

Koledzy, czy musieliście zrobić te wszystkie filmy?


fot. Wojtek Druszcz


Jeśli w odpowiedzi kinematografia zaoferowała mi w ciągu najbliższych lat Psy oraz Trzy Kolory, to życzę polskiemu kinu więcej potknięć.

Twórcy na nowo musieli nawiązać porozumienie z publicznością, co niewątpliwie udało się obu panom. Po jednej stronie Pasikowski, który daje początek kinu komercyjnemu. Twórcy kreują idoli, takich jak Franz Maurer, którego będą cytować następne pokolenia. Co nam to mówi o nas w 1994?

Powiem Panu, co wiem o widzu moich filmów. Dla mnie historią jest rok ‘56, ale dla niego 81’. Ma dwadzieścia kanałów satelitarnej telewizji (…) Jego świat nie dzieli się na Wschód i Zachód, tylko na złych i dobrych. Ma paszport w kieszeni i dość oleju w głowie, aby nauczyć się angielskiego, ale nade wszystko przeraźliwie tęskni do podstawowych wartości: miłości, pokoju, uczciwości, rodziny, sprawiedliwości.


Pasikowski tuż po premierze Psów 2.

Po drugiej stronie Kieślowski, według Stanisława Zawiślińskiego reżyser kontrowersyjny, który jednych w kinie zachwyca, a drugich drażni i odpycha. Po której ze stron barykady nie opowiadalibyśmy się, Kieślowskiemu ciężko zarzucić, że nie zna odbiorców swoich filmów. Trzy kolory są tego dowodem,  o czym sam twórca nadmienia:

Każdego człowieka na świecie obchodzi samotność, każdego człowieka na świecie obchodzi strach, każdego człowieka na świecie obchodzi miłość, każdego człowieka na świecie obchodzi brak miłości. Każdego.

Kieślowski rozumie swoją publikę, a przy okazji dostaje trzy nominacje do Oscara, a to nie lada osiągnięcie. Tym samym rok 1994 należy bezsprzecznie do niego.

Przy okazji Oscarów warto wspomnieć, że podczas rozdania nagród w 1994 wyróżnieni zostali polscy współpracownicy Stevena Spielberga, który na terenie naszego kraju realizował Listę Schindlera. Trzy statuetki powędrowały do Polaków: Allana Starskiego (scenograf), Ewy Braun (autorka dekoracji) oraz Janusza Kamińskiego (operator).

Poza kinem rok 94 to dla mnie jazda bez trzymanki na karuzeli zwanej rozrywka i nie znam lepszego słowa na opisanie stanu polskiej kultury na tamten czas. Teleturnieje produkuje się w zawrotnym tempie, rusza Jeden z dziesięciu oraz Familiada. Znamy je doskonale, doczekały się nawet wybitnych, bardziej niż one same, kompilacji z wypowiedziami ich uczestników. Były i takie, które oprócz respektu do gospodarza programu na miarę Tadeusza Sznuka, budziły przeróżne emocje – grono moich starszych kolegów do dziś z przerażeniem wypowiada się o czołówce Miliarda w rozumie wyemitowanego rok wcześniej.

Rozrywka ma się dobrze, czasy zacne – w telewizji Filmidło i MdM, czyli Mann do Materny, Materna do Manna, w Elle sesje modowe z prawdziwego zdarzenia, a w Twoim Stylu… wiersze Haliny Poświatowskiej. Na dokładkę zostaje już tylko Edyta Górniak na Eurowizji, która bynajmniej nie była Ewą, Komedia Małżeńska Załuskiego, Zawrócony Kutza i Kazik, który spaja to zgrabnie w twierdzeniu, że i tak wszyscy artyści to prostytutki.

archiwum prywatne


1995. Drodzy Państwo, minęła 10:40, rozpoczął się nowy tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty piąty, na świat przyszła Martyna Hajbowicz

Należy mi wybaczyć ten egoizm przez wzgląd na subiektywny charakter powyższego zestawienia.  

Rok 1995 daje nam pierwszy album Myslovitz, pismo Machina i Bogusława Lindę w filmie Tato, po którego premierze Lew Rywin powiedział:Najpierw wszystkie chciały z nim pójść do łóżka, teraz każda będzie chciała się nim zaopiekować i przytulić. I ja mając dziś już prawie tyle lat, co Wolna Polska mogę podpisać się pod tym zdaniem. Urodziłam się 27 czerwca, w dniu urodzin Kieślowskiego i… Bogusława Lindy. Panie Linda, przypadek? I nie mówię tu o Przypadku Kieślowskiego.

2019. Nostalgia

Mówcie, co chcecie, ale jestem rozkochana w latach 90. Niewiele w nich człowiek miał i niewiele mógł, a jednocześnie tak dużo, że aż ciężko złapać oddech. To miejsce na mój słowotwórczy termin popkulturowej nostalgii. Zrozumie ją każdy, kto raz na jakiś czas pozwala sobie na kulturowe powroty do przeszłości.

Lata 90., przez niektórych zestawiane są z kiczem, biednym placem zabaw i ortalionowym dresem. Ja zabrałam z nich dla siebie unikatowy klimat. Orbitowski twierdzi, że to czas dokonany, z którego można tylko wyciągnąć wspomnienia, ponieważ wszystko się zmieniło. Mój powrót w przeszłość zabarwiony jest humorem i sarkazmem, ale i swego rodzaju tęsknotą. Zjawisko to niesłychane, dodawany do przeszłości czynnik nostalgiczny czyni ją szczególnie wyjątkową w naszej wyobraźni. Niegdyś nostalgia uznawana była za chorobę psychiczną. Oznaczać to może tylko jedno –w każdym z nas prawdopodobnie jest wariat, jak śpiewał Artur Rojek. Innego wytłumaczenia na tą moją miłość nie ma.



Martyna Hajbowicz – kulinarna hedonistka, kinomanka, fanka designu, sztuki współczesnej i lat 90. Feministka i nonkonformistka. Wiecznie zasłuchana. Szczególną miłością darzy rośliny. Najcenniejsze w życiu: pierwsze winyle, podarowana przez babcię dwudziestoletnia cytryna oraz prowadzone od szóstego roku życia pamiętniki. W długoletnim związku z jogą, coca-colą, spódnicami do połowy łydki i english breakfast.

No Comments

    Leave a Reply